1

1

niedziela, 8 maja 2011

Dzien Matki ...po amerykansku.

Z polskim swietem kojarza mi sie konwalie.
I faktycznie zakwitly w moim ogrodku, chociaz to nie czas na polskie obchody. 


Swieto to przypada tutaj w druga niedziele maja.
Nie sposob o nim zapomniec czy je przegapic, bowiem natychmiast po Wielkanocy przed nasze oczy zajezdzaja i w uszy sie rzucaja reklamy i pomysly prezentow na ten czas.
Taka marketingowa zagrywka z mysla o mamach.
I naturalnie wszedobylskie kartki i balony. Wszyscy wszystkim mamom przesylaja zyczenia.
Zatem:
 Happy Mother's Day.



A zeby bylo w amerykanskim stylu, bez ( bez czego?) bez lilak w promocji :)

piątek, 6 maja 2011

Dog woods

Psie? Pieskie drzewa...
Rozhulala nam sie wiosna:) I dobrze.
To pieskie drzewa zakwitly. One, obok magnolii, sa innym szalonym drzewem, ktore najpierw obsypuje sie kwieciem, a potem liscmi. A swoim zapachem przyprawia o zawrot glowy:)
 

Podobno wystepuje tylko w dwoch kolorach: bialym i rozowym. Innych kolorkow jeszcze nie spotkalam.
 

Pozdrawiam wiosennie :)

środa, 4 maja 2011

Squash. O kuchni cos jeszcze.

Squash to przyklad imigranta z Ameryki Srodkowej, ktory zrobil kariere w  kuchni Amerykanow. Zapewne mial dobre papiery i sponsoring, ze tak szybko zalegalizowal swoj pobyt.

Osobiscie dla mnie squash jest swoista wariacja na temat dyni. To zapewne jakies krzyzowki, ale co tam. Smakuje inaczej niz znany mi z polski kabaczek czy patison. O dyniach sie nie wypowiadam, bo uzywam ich jedynie w okolicach Halloween  do wykonania dekoracyjnych lampionow.

 

Ten zolty, wystepuje tez w zielonej odmianie. Jest swietny na surowo, jako dodatek do salatek, kanapek. Sprawdza sie tez jako grilowany.

 

To ciekawy przypadek squasha - butternut (niby ze skrzyzowany z z orzeszkami cushaw). Moze byc deserkiem, moze byc dodatkiem do miesa. W obydwu przypadkach sprawdza sie wyjatkowo pysznie.
Podbnie ten ponizej. Nie jest moze tak smaczny, jak butternut - dla mnie odpada w wersji deserowej - ale w sumie jest niezly.

 

Przygotowanie squasha do spozycia jest wyjatkowo latwe i szybkie.  Mozna go piec w kuchence, mozna przygotowac i w mikrofali.

Umyc,  przeciac dziada po dlugosci (to jest najtrudniejsza czynnosc, bo jest twardym zawodnikiem), wydrazyc gniazda nasienne.
Potem zapakowac do mikrofai na 8 minut. Polowki squasha ukladam na talerzu i dodatkowo przykrywam go mokrym reczniekiem papierowym.
Po uplywie 8 min.  dodaje na kazda z polowek po lyzeczce masla. i zas do pieca (sie znaczy mikrofali)  na 2 minuty.
Wyjmuje i chlodze troszeczke. Lyzka wydrazam miaz,  rozpackuje jeszcze widelcem na talerzu i mieszam z sosem jabkowym.
Ow sos jakbkowy to zadne halo, po prostu jablka obrane ze skorki , rozdrobnione i zagotowane z cukrem, cynamonem i odrobina galki muszkatulowej. A potem zmiksowane na gladka mase.

Taka wersje squasha traktuje jako dodatek do miesa.
W przyapdku butternut' sa mozna pokusic sie o wersje z lodmi i syropem czekoladowym.

 
Zielona wersja squasha, grilowana tez

wtorek, 3 maja 2011

Jedzie chlop po polu...

I rozpoczelismy:)
 
Sezon koszacy.  Po obfitych opadach deszczu nagle zrobilo sie cieplo, goraco wprost. I wszystko wybuchlo.
Towarzystwo kwiatowo - krzewowo - drzewne przyczailo sie na chwilke ze swoimi paczkami, by strugi deszczu nie rozmyly barw.


Podobnie trawa. Na szczescie niezawodny Steve, syn starego Steve,a wykonal swoja robote. Przycial trawniki na rowno i gladko.
Uporzadkowana wiosna w pelni:):)



 


 

Kosiarki  znane z polskich podworek nie maja racji bytu przy wielkich arealach. Mozna sie i je byloby zajechac:)
Sprzet wyznacza wlasnie wielkosc podworka. Jesli jest na tyle duze, ze mozna wykorzystac wieksza kosiarke, co jest rownoznaczne z faktem, ze sie na niej siedzi - oczywiscie to sie robi. Siada sie i kosi.

Jedzie chlop po polu, jedzie na kosierce...
czapke bejsbolowke i sluchawki na uszy wlozone ma fajnie.

Tylko nikt mu grabiami nie macha, poniewaz kosiarka rozrzuca trawe. Zreszta kosi sie ja co tydzien.

Mozna tez opieke nad naszym trawnikiem zlecic firmie, takiej jak prowadzi Steve, 

i po sprawie.
Koszenie zalatwia sie rachunkiem.


Dzis sa moje urodziny...


  


Moje urodziny juz minely, jakis czas temu. Tak mnie wzielo tylko na refleksje...

Nie chodzi kompletnie o wiek, bo uwazam, ze jest on wypadkowa naszego samopoczucia, nie metryki. Takie osobiste refleksje o urodzinach po amerykansku...

Trzy skladniki sa niezbedne do swietowania urodzin (nie swietuje sie tutaj imienin): balony, kartka i ciasto. Wszystko z  napisem Happy Birthday. Konieczny jest jeszcze solenizant. Taki malutki powod do swietowania. Nalot gosci i odspiewane Happy Birthday podczas, gdy bezposrednio zainteresowany - znaczy sie gosc swietujacy - dmucha swieczki na torcie czy torciku.

Wyrazem pamieci o urodzinach , rocznicach, swietach sa kartki. Potem telefony. Dokladnie w tej kolejnosci. I nie ukrywam, ze jest to bardzo sympatyczna sprawa. 

Nawet goscie, ktorzy osobiscie skladaja nam zyczenia urodzinowe, przynosza ze soba kartke, czasem tez prezent.

Czesto tez urodziny maja charakter przyjecia - niespodzianki. Niby nikt o niczym nie wie... i pelna zaskoczenie dla solenizanta.
Obchodzenie urodzin jest tak rozne, jak rozni sa solenizanci. Generalnie mozna je usystematyzowac w czterech grupach:  single, pary, pary z rodzinami, dzieciaki. (Czynie to na moja wlasna odpowiedzialnosc poparta wlasnymi doswiadczeniami w tym zakresie).

Single lub ich znajomi organizuja sie w domu zainteresowanego, najczesciej jednak w jakiejs sympatycznej knajpce i sie bawia. Poki starczy sil.

Pary podobnie, jesli nie preferuja milej kolacyjki we dwoje.

Rodzinnie to naogol jakas party - niespodzianka albo inwazja gosci w domu, z calym dobrodziejstwem inwentarza czyli dzieciakimi, zwierzaczkami czasem tez.

Inaczej sprawa wyglada w przypadku dzieciakow. Trzeba im zapelnic czas. Nie beda spacerowac po domu i ogrodzie. A jesli beda to demolka o roznym natezeniu bedzie ich udzialem. Zatem jakies konkursy, wizyta klowna, albo imreza organizowana w parku rozrywki, na basenie lub innym rownie ciekawym miejscu (gdzie w konsekwencji chcemy rozerwac wszystkich i wlasne dziecko tez, najlepiej na strzepy:)).

Nie swietuje sie tez przy zastawionym stole, raczej placze po domu czy ogrodzie, jezeli aura sprzyja. I nikogo nie razi brak serwisu z musnienskiej porcelany. Kolorowe, papierowe kubki, talerzyki (zgadnijcie, z jakim nadrukiem? ) sprawdzaja sie znakomicie.  

Na zakonczenie imprezy przybywa dodatkowy worek z smieciami. 
I po sprawie.

Zelaznymi punktami urodzin sa: dmuchanie swieczek na urodzinowym torcie oraz rozpakowywanie prezentow i czytanie zyczen.

 Happy Urodzinki!

poniedziałek, 2 maja 2011

Seria: jeden z pieciu czyli niezbednik amerykanski.

Wyjechaly. Zajechaly na tarasy, tarasiki, przed garaze. Albo sie tylko odkryly z zimowej powloki.
Grile.
 Jedna, z pieciu niezbednych do zycia w Ameryce, rzeczy.

  


Nie chodzi wcale o radosne grilowanie, chociaz to tez forma sasiedzkiej czy rodzinnej integracji, spotkania i zatrzymania na chwilke.
Tutaj to tez koniecznosc i ratunek przed upalem. Upalem w kuchni. Kiedy temperatura osiaga zawrotne wysokosci, zar leje sie z nieba, komu chce sie jesc cos innego niz zimne lody (albo inna wersja zimnego)? Gotowac i generowac jeszcze wieksza temperaturke w domu? Juz z wystarczajaca moca chlodzi nas klimatyzacja. Po coz dodawac jej jeszcze roboty zaparowana kuchnia?

Od maja do pazdziernika generalnie serwuje sie tutaj dania z grila. Zadna to moda. Raczej zdrowe  podejscie do rachunkow za prad.
Grilowac mozna wszystko. Pyszne sa ryby i steki (oczywiscie z mieska od dlugorogich krow - longhorn cow)  i warzywka. Burgery, kielbaski, kurczaki...smrodek palonego miesa unosi sie po okolicy.
Gril nie dzierzy palmy piewszenstwa wsrod pieciu nieodzownych rzeczy do zycia w USA.
Niemniej jednak jest bardzo przydatny. Przekonalam sie o tym osobiscie. Nie jestem bowiem milosnikiem grilowania, ale przy tak goracym sezonie staje sie ono koniecznoscia, rozwiazaniem racjonalizatorskim:)

Salatka, ktora nigdy sie nie nudzi:

grilowana kurze biusty (tzn. piersi z kurczaka zaprawiam na co najmniej  godzinke przed w zaprawie - najprosciej w sosie wloskim albo jakies innej marynacie, jak kto woli),
zielona salata,
wszelkie dostepne warzywka (pomidory, ogorki, cukinie, moga byc tez grilowane, baklazan- koniecznie grilowany, grzyby tez grilowane, papryka),
oliwki, niekonieczne, ale ja lubie.
Pokroic wszystko na drobno, wymieszac, zajadac.
Chetni moga zapodac sobie rozne sosy do tego. Ja nie lubie tych wynalazkow, no moze z wyjatkiem sosu z sera plesniowego :)
Ta salatka sprawdza sie w kazdej wersji. Nie jest absorbujaca w przygotowaniu, jest pyszna i dietetyczna. I nie meczy sie czlowiek jedzeniem w upalne dni.

Smacznego i weny w przygotowaniu zycze:)