Nie, ja juz nie chodze
A wszystkim moim Kolezankom i Kolegom, ktorzy rozpoczynaja wlasnie Nowy Rok Szkolny...
Koleda!
Z racji zawodowej, kiedys tam, w polskim zyciu, bo teraz z zawodow to mi sie tylko milosny przytrafil, no w kazdym razie o szkole bedzie. Po amerykansku.
Generalnie, czy to w okolicach Nowego Jorku czy Pensylwanii czy Florydy szkoly sa budowane jako wielki plaski moloch.
Szkola podstawowa, koniecznie z rozleglym terenem do zabawy, boiskami i sala gimnastyczna.
Szkola srednia, ta juz ma wokol profesjonalne boiska - football'owe, do baseball'u, korty teniosowe. Track do lekkiej jest obok szkoly, odolnie dostepny dla mieszkancow, oczywiscie z zachowaniem wszelakich zasad.
Gimnazjum, junior high school, w poblizu szkoly sredniej, oddzielone jednak poteznym parkingiem.
Zreszta potezne parkingi przed szkolami to norna.
Nie tylko miejsca dla nauczycieli, czasem juz i mlodziez, zwlaszcza w ostatniej klasie szkoly sredniej, do szkoly dojezdza wlasnym autkiem.
Oczywiscie duze miasta rzadza sie swoim i prawami. I niestety, grunty drogie, szkoly pna sie w gore.
Pamietam moje pierwsze spotkania z amerykanska szkola - wyglad, jak zaklad karny. Wysokie ploty, siatka w oknach, koszmar.
Ale skad wiadomo, co mlodziezy chodzi po glowie, tzn po glowie ,jak chodzi to wiadomo, ale co sie tam rodzi w lebku...
Nie ma w USA, szkoly bez sali gimnastycznej, a od jakiegos czasu nie ma sredniej szkoly bez basenu.
Jest on udostepniany takze mieszkancom.