Zebralam sie w koncu, by napisac, gdzie mnie na letni czas rzucilo. Napisac dokladniej o tej czastce Ameryki.
Polnocno- wschodnie krance, a moze jednak blizej srodka stanu(?), Pensylwania. Jakies 3 godz od Nowego Jorku na polnocny zachod.
Ponoc tak wyglada faktyczna Ameryka, nie ta z nowojorskiej strony czy LA i tamtego wybrzeza.
Slowem - normalka.
Berwick jest dziesieciotysiecznym miasteczkiem z gatunku blue color job.
Juz tlumacze:
nie wiem od kiedy taki rozroznienie zaczelo byc w uzyciu, faktem jest, ze teraz juz w zasadzie nie ma racji bytu. Jest to okreslenie z czasow, kiedy uniformy pracownikow fizycznych mialy kolor niebieski. Stad blue color job to fizyczni.
White color job -jasne, to od bialych kolnierzykow, urzednicy.
W tym kiesteczku kiedys byla potezna fabryka, produkujaca wagony i lokomotywy, a w czasie wojen - czolgi. Teraz jest rozparcelowana na mniejsze przedsiebiostwa, ktore cos sobie tam dzialaja albo oglosily upadlos.
Miasteczko tez podupada. Mlodzi pryskaja za praca i kariera do duzych miast. Wiadomo.
Niektorzy tylko, jako policjanci, nauczyciele, restauratorzy, urzednicy, lekarze i uslugodawcy innych masci, pozostaja.
I co ciekawe, mniej przedszkoli a wiecej centrow rehabilitacyjnych, domow opieki czy starosci.
Starosc idzie na to spoleczenstwo.
Tutaj to widac.
Biała rasa chyba wszędzie się starzeje ...
OdpowiedzUsuńJasna, masz racje. Starzejemy sie w skali globalnej, a zawsze mowilam, ze to moje dzieci sie postarzaly...
OdpowiedzUsuńA mimo wszystko z mlodzienczym pozdrowieniem:)