1

1

piątek, 1 lipca 2011

Salon kosmetyczny

         To sie moze zdarzyc tylko tutaj. W tym galimatiasie cudakow, gdzie kazdy radzi sobie, jak potrafi. I przy okazji udaje biznesmena (czasem biznesmenela).

W polskich enklawach na Brooklynie i w New Jersey powstaja “Biedronki”. Nie mylic z tymi z polskimi z Portugalii. Wlascicielami tych amerykanskich polskobrzmiacych sklepow sa Pakistanczycy. Nazwa to taki zabieg marketingowy, zeby sie swojsko kojarzylo.

Nie wiem natomiast z czym powinna sie kojarzyc sprawa salonow kosmetycznych, w ktorych pracuja Azjaci. Poznac to po oczach. Pracownikow.

Wizyta w takim salonie kosmetycznym to jedyna okazja, kiedy mozna bezkarnie oddac sie w meskie rece.
Nie wiem, czy wszedzie, ale w moich okolicach w tych uslugach pracuja przewaznie mezczyzni. Jezykiem urzedowym jest mandarynski. Bo to chinskie salony sa.
Manicure, pedicure, depilacja (do kolan, bez podtekstow), masaz (do kolan). Slowem rewelka. Jakosc tez raczej nie jest chinska.

Osobiscie znam jeden salon, ktory jakoscia bije inne na glowe. To polski salon na Staten Island. O zaden sentyment nie idzie. To profesja. Tam podciagam sie na urodzie wewnetrznej i zewnetrznej. Bo wlascicielka jest gadula, a terapie "robi" niejako przy okazji.

Wracajac do chinskiego spa.

Chodzi po salonie gosciu. Tatuaze brzydkie ma (moj jest ladny:)), buty z wezowej skory. Rurki. Okular na tyle glowy. Taki cool gay. Brakuje mu tylko pejcza. Mam wrazenie, ze starczy mu sam wzrok i pewnie jakies slowo (dla mnie brzmi ono jak warkniecie, ale w mandarynskim nie jestem dobra). 
Pogania (czytaj: zacheca) pracownikow do wytezonej pracy.
Sam przyjmuje zlecenia.
Polega to na tym, ze w owych salonach mozna z dostepnych uslug skorzystac z mety. Nie trzeba sie umawiac, jak przystalo na profesjonalny salon.
Zeby tylko starczylo miejsc siedzacych. Dla kilentow oczywiscie.
Ow cool gay usadza klienta, prosi o chwile cierpliwosci, warczy do telefonu i za chwile pojawia sie kosmetyczka. Powinnam pewnie napisac kosmetyczek, bo to facet.

Trudno mi okreslic wiek tych panow, bo czy szpakowaty znaczy stary?
A co znaczy lysy?
Jak smiesznie wyglada lysy Chinczyk … Chyba Chinczyk, bo moze on jest z Korei i wtedy zaden z niego Chinczyk. A moze oni sa z Wietnamu?
Nie sa z Japoni. Oni maja bowiem prosciej skosne oczy. I udzielaja sie raczej w restauracjach z sushi.
W kazdym razie nie jest z yakuzy, bo Chinczyk.

Kiedy pojawi sie ow kosmetyczek zaczyna jak nakrecony piac peany na czesc zalet masazu spa na nogi, innego masazu na rece, depilacji itp. Jego angielski jest ciezki do zrozumienia. Wystarczy zapytac o cos i gosc nawija od nowa. Jak zarysowana plyta, ktorej sie przeskoczylo.
Rownolegle robi swoje, niby na czas, a jednak niezle.
Jezeli czlek wylaczy sie z uwagi na ow mandarynsko brzmiacy angielski  i nawet niezle sie zrelaksuje. 
Napiwkiem mozna zrekompensowac swoja nieuwage. Sprawdzilam, dziala. (Dobry napiwek!)




Pani Basia w Polsce juz w ten sposob dzialala kilka lat temu. 
No tak, ale to w koncu chinski salon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz